Nie wiedział gdzie jest. Stał w ciemności. Gdzieś daleko zamajaczył czerwony kształt. Przybliżał się.
Nie czuł strachu. Miał wrażenie, że nie jest zdolny by czuć cokolwiek. Gdzieś w oddali brzmiała muzyka. Chyba. Była bardzo nieharmonijna, jakby ktoś posklejał losowe dźwięki, ale niewątpliwie była muzyką. Nawet piękną. Rozejrzał się. Wszędzie była ciemność. I ten czerwony kształt, jeszcze większy niż wcześniej.
Wcześniej – pomyślał – Tu chyba nie istnieje wcześniej. Więc istnieje w ogóle czas? Ale jeśli nie istnieje czas… To gdzie ja jestem?
Nagle wydało mu się, że ciemność zaczęła się poruszać. Wyraźnie widział, że w cos się formuje. W coś…
- JESTEŚ MÓJ!!!! – usłyszał ryk tuż koło ucha..
Krzyknął. Ciemność zaczęła ustępować miejsca plamom kolorów.
- Nic ci nie jest? – szepnął znajomy głos.
Plamy wyostrzyły się. Leżał pod drzewem. Niedaleko szumiała rzeka. Change pochylała się nad nim.
-Chyba nic – spróbował wstać.
- Nie – Change zatrzymał go – Musisz leżeć. Przynieść ci coś do jedzenia?
- Może…
Kobieta wstała i gdzieś odeszła. Shairronowi kręciło się w głowie.
- Co ci się stało? – zapytał Dev. Chłopiec dopiero teraz zauważył, że brat siedzi obok niego.
- Zemdlałem – skłamał – Gdzie nekromanta?
Dev wskazał na postać siedzącą pod drzewem, obok rzeki. Niedaleko stała klacz. Shairron odwrócił wzrok.
Change podeszła do niego i podała mu pieczone mięso.
- Proszę – powiedziała, uśmiechając się szczerze – Dzisiaj zostaniemy tutaj, musisz odpocząć.
- To Rzeka Wschodnia? – zapytał, skazując na skrzącą się wodę.
- Nie, tylko jedna z jej odnóg.
Shairron kiwnął głową i ugryzł mięso.
- Nie musimy się spieszyć? – zapytał Dev.
- Musimy, ale Shairron powinien odpocząć. Upadek z galopującego konia może być groźny, nie chcę, by zdarzyło mu się to jeszcze raz.
- Może i masz racje…
- A ja muszę coś załatwić – Change uśmiechnęła się smutnie i podeszła do nekromanty. Stali za daleko, by Shairron usłyszał cokolwiek. Po chwili odeszli gdzieś razem.
- Coś jest nie tak z Narvaleeth – szepnął chłopiec.
- Wiem – odpowiedział lakonicznie Dev.
- Muszę porozmawiać z nekromantą… On… Próbował ją powstrzymać więc…
- Naprawdę wierzysz, że zaatakował cię koń? Jakby cię kopnął, to rozumiem, ale to było jak czary.
- No nie, ale… - Shairron umilkł – Chociaż z drugiej strony…
Poczuł tępy ból w głowie. Skrzywił się i schował twarz w dłoniach. Po chwili ból ustąpił.
- Co ci? – zapytał Dev przerażony.
- Już nic…
Jesteś mój… - słyszał cichy szept.
Jesteś…
- To ty Narvaleeth? – zapytał w myślach przerażony.
Głupie zwierze… Mój… Moc… Głodni… Serce, przeszyją serce, jak zawsze, a potem pewnie krew, co innego, ach, tacy głodni…
- Zostaw mnie – wykrzyczał
Dev spojrzał na niego wstrząśnięty
- Co się dzieje? – zapytał drżącym głosem.
- Oni tu są – Shairron rozejrzał się uważnie.
- Kto?!
- Oni. Nie wiem kim są. Ale jestem pewni, że tu są…
Coś otworzyło oczy.
Polowanie się rozpoczęło, to oczywiste.
Ale nie wyłapią każdego.
To niemożliwe, prawda?
Więcej, więcej!
OdpowiedzUsuńŁiiii! Kiedy następny post? Ja chcem więcej!
OdpowiedzUsuń