Piotr czekał już za długo. Oczywiście, bardzo mu zależało na tym spotkaniu, ale jednak pół godziny spóźnienia doprowadzało go do wściekłości.
Był wysoki, bardzo blady. Długie, kręcone, złote włosy związał rzemykiem. Zmrużył jasnoniebieskie oczy i wykrzywił lekko cienkie usta. Przez twarz, od prawej brwi aż do podbródka przebiegała blizna. Pamiątka… Ubrany w brązowy płaszcz, zlewał się z otoczeniem ciemnego pokoju. Siedział przy małym, drewnianym biurku, w jednym z zapchlonych pokoi motelu. Po kątach walały się resztki mebli i jedzenia. Brudne tapety odpadały od ścian, z sufitu sypał się tynk. W jednym z kątów leżała kupa butelek i puszek. Kilka okien było zabitych deskami. Smród rozkładu był wszechobecny. Dobrze wiedział, że motel nie funkcjonuje już od wielu lat, więc nie spodziewał się niczego innego.. Tuż obok niego siedziała drobna dziewczyna. Również miała blond włosy, upięte w misterny kok. Na niedużej twarzy malowało się przerażenie. Błyszczące w ciemności, niebieskie oczy z uwagą przyglądały się każdemu cieniowi w pokoju. Drżała z zimna – była ubrana tylko w jasnoróżową sukienkę. Po drugiej stronie biurka siedział niski mężczyzna. Piotrowi od razu skojarzył się on ze szczurem – nieogolony, łysiejący, w zabłoconych ubraniach. Nerwowo obgryzał brudne paznokcie i co jakiś czas odwracał się, patrząc na drzwi za nim.
- Mistrz zaraz przybędzie – wyskrzeczał mężczyzna drżącym głosem. Spróbował się uśmiechnąć.
- Kim jest mistrz? – zapytała cicho dziewczynka
- Zobaczysz, Ellen, zobaczysz – mruknął Piotr.
Siedzieli dalej w ciszy, którą tylko co jakiś czas przerywało brzęczenie muchy lub odgłos szurania butów. Motel leżał w najgorszej części miasta, ale dzisiejsza noc była spokojna. Piotr dopiero teraz zdał sobie sprawę, dlaczego „mistrz” wybrał to miejsce – nikt nie będzie zdziwiony, gdy usłyszy strzały. A taka możliwość wydawała mu się aż zbyt prawdopodobna. Spojrzał na „szczura”. Nie potrafił odgadnąć, jaką rolę pełnił w tym wszystkim. Mógł być po prostu pośrednikiem, ale za dużo wiedział. Czy potem trzeba będzie go zlikwidować? Jeśli tak… To niech „mistrz” się tym zajmie.
- Wujku, ale dlaczego my właściwie tu jesteśmy? – zapytała znów Ellen.
- On chce cię… poznać… - ostatnie słowo wypowiedział z obrzydzeniem.
- Boję się…
- O to im chodzi. Tylko o to.
- Jezu! – przerwał im nagle „szczur” i wskazał palcem w ciemność. Oboje spojrzeli w stronę wskazaną przez mężczyznę.
Trudno było Piotrowi to wytłumaczyć. Zdawało mu się jakby ciemność nagle zgęstniała, jednocześnie wirując wokół. Ciemne macki zataczały kręgi, stając się coraz wyraźniejsze, aż w końcu w mroku pojawił się zarys wysokiej postaci. Ciemność dalej wirowała, aż postać stała się całkiem widoczna, ale jednak nierealna. Powietrze najbliżej jej falowało jakby w podmuchach wiatru. Tak, tego mógł się spodziewać po „mistrzu”.
Był wysoki. Ubrany tylko w długą do ziemi szatę koloru wyblakłej czerni, czasem ciemniejszej, czasem jaśniejszej. Brzegi obszyto poprutym paskiem czerwonego materiały. Z kieszeni szaty wyjął czarne rękawiczki i ubrał je na blade dłonie. Piotrowi zdawało się, że się uśmiechnął, ale było to mało prawdopodobne. Głównie dlatego, że twarz „mistrza” zakrywała maska.
Nikt nie wiedział, z czego jest zrobiona. Śnieżnobiała, przerażająco wykrzywiona w ironicznym uśmiechu. Pod oczami czarne, rozmazane cienie. Ach, i właśnie oczy. Niebieskie lub zielone, wyblakłe jak szata, lekko zmrużone. Brwi maski były cienkie, nos ostry. Z oczy na bieli namalowano coś, co mogłoby przypominać czarne łzy. Z pod kaptura nałożonego na głową wystawały ciemne kosmyki włosów.
Podszedł niepewnie do biurka. Wyglądało, jakby zastanawiał się nad każdym ruchem, nie miał całkowitego panowania nad swoim ciałem. Było w tym coś zwierzęcego, nerwowo wzdrygał się nagle albo rozglądał wokół, wypatrując czegoś w cieniach. Stanął tuż przy „szczurze” i pstryknął palcami. Mężczyzna przerażony ukłonił się i szybko wybiegł przez drzwi. „Mistrz” usiadł na krześle naprzeciwko Piotra i Ellen.
- Witaj. Widzę, że już zacząłeś swoje rządy terroru – mruknął Piotr, uśmiechając się złośliwie. „Mistrz” kiwnął głową.
- To jest ta dziewczyna o której ci mówiłem. Ellen Dobrowsky, lat trzynaście, więcej nie musisz wiedzieć. Jest moją siostrzenicą – kontynuował – Polka – dodał z satysfakcją.
„Mistrz” spojrzał na dziewczynę i delikatnie przekręcił głowę w bok.. Ellen zarumieniła się i odwróciła wzrok.
- Łhadhna – stwierdził głosem kogoś, kto mówić nauczył się niedawno – W przheciwhieństhwie do ciebhie – dodał. Każde słowo, tak jak ruch, wypowiadał z trudem, wyraźnie akcentując.
- Zabawne. Wracając Do interesów – Piotr skrzywił się nagle - Co im do cholery naopowiadałeś za pierdół? Teraz młody myśli, że jest niewiadomo kim!
- Żhe urathuje śwhiat. Cho nhie zmhienhia fakthu, żhe jest thylko moją mharionethką. Jakh whszyzcy.
- Pieprzysz – warknął Piotr – Takiej władzy aż nie masz.
- Hrrm… Alhe moghę mhieć – oczy „mistrza” błysnęły – Jahk khażdy z nhaszych. Alhe znhowu odbieghamy od thematu. Zhathem, czhy whszyzcy shą ghothowi?
- Łowcy tak, masz potwierdzenie od D. A, i kazała cię pozdrowić, życzyć smacznego i zaprasza cię na naleśniki… Nie ważne, Asasyni również twierdzą, że są gotowi. Unegha przygotowuje broń, New są zawsze gotowi – zaśmiał się ironicznie – Wszyscy są zgodni, że od teraz znowu razem tworzy Łowców, a przewodniczącą powinna zostać D. Oczywiście do czasu waszego powrotu. Potem się wszystko obgada i…
- Theraz – przerwał mu „mistrz” – Nhie mha czhasu na pothem. Whszystko ghotowe, nowha umhowa, thym rhazem thylko nha pięćset lhat. Mhój podhpis, podhpis Dh i jhest – umilkł – Jhak why mówhicie?
- Fajnie – odpowiedziała Ellen.
- Fajnhie – powtórzył „mistrz” – Zhadziwiacie mnhie, ludzikhi… Dohbrze, nho tho jha podhpiszę – z kieszeni wyjął rulon papieru i rozwinął go. Zdjął rękawiczkę z prawej dłoni i wysunął ją w stronę Piotra. Ten wyjął z pod płaszcza nóż i delikatnie rozciął skórę. „Mistrz” podpisał się zamaszyście krwią i podał papier Piotrowi. W umowie widniało tylko jedno zdanie.
- Tak jak było, tak jest wszędzie, co jest martwe, martwym będzie – przeczytał na głos – Słaby z ciebie tekściarz – dodał.
„Mistrz” zachichotał cicho.
- Dobra, to jak umowa podpisana, to my się zmywamy, bywaj stary przyjacielu, żyj w pokoju, znajdź sobie wreszcie jakąś panienkę. A i pamiętaj, że kiedyś cię zabiję – dodał Piotr i wstał.
„Mistrz” kiwnął głową i z uwagą znów założył rękawiczkę.
Piotr uśmiechnął się złośliwie i wyszedł z pomieszczenia na równie zaniedbany co pokój korytarz. Tuż obok niego dreptała Ellen, z uwagą patrząc na podłogę.
- Tylko na pięćset lat – wysyczał Piotr głosem pełnym nienawiści, gdy byli blisko wyjścia - Za kogo on się ma?
- To prawda, że może nami władać? – zapytała cicho dziewczyna, nie odwracając wzroku od podłogi.
- Gówno prawda. Jest za słaby. Głupi, cholerny…
Stanął i odwrócił się w stronę pokoju.
- Zabiję cię sukinkocie. Obiecuje – wyszeptał cicho.
- Vice Versa – odpowiedział „Mistrz” w pokoju na drugim końcu motelu. Bez akcentu. Bez trudu. Bez uczuć.