Na początek

Na początek mam dość chyba zaskakującą prośbę -wytykajcie mi błędy w komentarzach. Na prawdę. Sama ich nie widzę, czasem muszę przeczytać swój tekst dziesięć razy zanim zauważę chociażby powtórzenie... A jeśli wy wytkniecie mi to w komentarzu, ułatwicie mi pracę. Z góry dziękuje :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą najgłupsze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą najgłupsze. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 maja 2010

NDE "Ogień" smutnawo całkiem. Nie jestem emo, swój powód mam niestety....

Shairron obudził się i z zadowoleniem stwierdził, że żyje.
- Deeev? – zawołał, gdy nie dostrzegł brata.
- Co? – chłopiec siedział niedaleko.
- Nie, nic. Dobrze, że żyjesz.
- Też się cieszę.
Shairron wstał.
- Gdzie sadysta i Change? – zapytał.
- Sadysty nie widziałem od rana. Może sobie poszedł? – Dev powiedział to z nadzieją – A Change mówiła, że idzie zapolować.
- Hm…
Shairron zastanowił się. Spojrzał na swoją dłoń i pstryknął palcami. Nic się nie stało.
- Trudne – mruknął do siebie.
- Zimno coś jest. – stwierdził Dev.
- Ognisko? – zaproponował Shairron.
Wstał i zaczął zbierać gałęzie. Potem pstryknął jeszcze raz palcami. Znowu nic. Zastanowił się przez chwilę. Gałązki zapłonęły.
- I tak mógłbym żyć… - powiedział Dev z zadowoleniem.
Gdzieś niedaleko zaćwierkał ptak. Słońce bez pośpiechu wschodziło, budząc wszystko co żywe. Ciepłe promienie oświetliły i polaną. Chłopcy położyli się na trawie. Jeden z koni parsknął i zarżał wesoło. Tuż obok przeleciał wielobarwny motyl.
- Ani trochę nie żałuje, że uciekliśmy – stwierdził nagle Dev.
- Nie ma czego żałować.
- Bo rozumiesz, teraz to jesteśmy wręcz bohaterami… - chłopiec zastanowił się – Zawsze chciałem być bohaterem.
- Ta… - Shairron wpatrywał się w błękit nieba – Piękna pogoda.
Mógł tak rozmawiać bez końca – o niczym. Po prostu cieszyć się, że jest przy nim jedyna osoba, która go rozumiała przez te wszystkie lata. I że nie ważne, co by się stało, ta osoba go nie opuści.
- Regenerujecie siły, czy co? – zawołała Change, wchodząc na polanę. W ręku trzymała kilka zajęcy.
- Mamy prawo, nie? – odpowiedział zaczepnie Dev.
- Kiedy jedziemy? – zapytał Shairron wstając.
- Dzisiaj, jak tylko Kharni raczy się zjawić – mruknęła, kładąc zające na ziemio – Głodni?
- Trochę.
Wyjęła z pod sukni nóż i zacznę zdzierać skórę z jednego szaraka. Gdy skończyła z wprawą pokroiła mięso na małe kawałki.
- Jak je usmażymy? – zapytał Shairron.
Change podeszła do leszczyny rosnącej niedaleko. Nożem ucięła kilka dłuższych patyków i zaostrzyła je. Nabiła mięso na patyki i rzuciła w stronę chłopców.
- Nad ogień i niech się piecze.
- Nie będzie surowe w środku? -zapytał Dev niepewnie przyglądając się mięsu.
-A może twój braciszek by się o to pomartwił?
Shairron wzruszył ramionami i skupił się. Spróbował stworzyć ogień na tyle zimny, by równomiernie przypiekł mięso. Pierwszy kawałek zapłonął tylko jasno i obrócił się w pył.
- Próbuj dalej.
Chłopiec znowu się skupił. Powoli powietrze wokół mięsa stawało się coraz cieplejsze, ale jednak nie pozwalał, by cokolwiek zapłonęło.
- Starczy – powiedział Dev.
Shairron spojrzał na mięso. Chyba było przypieczone.
-Dobreee – mruknął, gdy ugryzł kawałek – Jak to wszystko się skończy, to otwieram karczmę.
Następnie przypiekł wszystkie kawałki.
- Hahaha, ciekawe co by było, gdybyś zrobił tak z człowiekiem. Przypieczony od środka, haha – usłyszeli głos nekromanty.
- Nieładnie tak skradać się – powiedziała Change.
- Nieładnie tak zabijać zwierzątka. – odpowiedział, uśmiechając się złośliwie.
- Coś ciekawego?
- Nie, tylko jeden gówniarz, który postawił sobie za zadanie ratowanie świata przed złem. – spojrzał na Deva - Hehe. Synalek żołnierza, ale już nie będzie przeszkadzał – dodał.
- Hm… Skąd wiesz?
- Obiecał. Hehe. A tak w ogóle, panienki, kiedy jedziemy?
- Teraz – Change wstała od ogniska i podeszła do swojego konia. Shairron mruknął coś cicho, ale również wstał. Po chwili wszyscy siedzieli na koniach.
- Jak on się w ogóle nazywa? – zapytał wskazując na zwierze pod sobą.
- Alti. Moja to Śnieżka… - zaczęła Change.
- Dlatego, że jest kara – przerwał jej Kharnak.
Spojrzała na niego wściekła.
- Nazywa się Śnieżka – kontynuowała jednak – Koń Deva to Kamyk, a nasz słodki kucyk to…
- Narvaleeth.
Ruszyli pomału, przedzierając się przez gęsty las. Chłopiec zauważył, że nekromanta szepcze coś do konia.
- Alti… - zastanowił się – Ciekawe…
Dev jechał tuż obok.
- Co o ty myślisz?- zapytał.
- Czy ja wiem – Shairron rozglądnął się. Las zaczął się przerzedzać.
- Mnie to trochę przeraża, ale wreszcie spełniają się nasze marzenia!
- Ale jak to się wszystko skończy? – Shairron westchnął – Będziemy musieli zabijać?
- Dla pokoju to konieczne.
- To nigdy nie jest konieczne…
- Patrz! Wyjeżdżamy z lasu – Dev szybko zmienił temat i ruszył galopem.
Shairron uśmiechnął się. Ciągle męczyły go jakby wyrzuty sumienia, ale teraz próbował o nich zapomnieć. Cieszyć, że to nie on umarł.
Alti również przyspieszył do galopu. Shairron pochylił się nad swoim gniadym koniem. Widok wokół był piękny – aż po horyzont ciągnęły się pola żółtej trawy. Niegdzie ni było widać drzew ani nawet zwierząt. Co jakiś czas tylko nad nimi przelatywały wielkie ptaki. Shairron nie wiedział, jak się nazywają.
- Ścigamy się? – zapytał Dev, uśmiechając się złośliwe.
- Sam tego chciałeś! – chłopiec przyspieszył.
Przez chwilę jechali łeb w łeb, ale w końcu Alti zwolnił nieznacznie.
- Wygrałem! – zawołał Dev radośnie – A ty za karę będziesz musiał wyprać moje ubranie!
- Niech tak się stanie, ale pamiętaj, że kiedyś ja wygram!
Dalej galopowali. Gdzieś daleko, tam gdzie niebo stykało się z żółtą trawą, chłopiec dostrzegł blask wody.
- Co to? – zapytał.
- Rzeka Wschodnia, jesteśmy niedaleko Jeziora Łez – odpowiedziała Change.
- Jedziemy w tamta stronę?
- Można tak powiedzieć.
Shairron nie mógł sobie przypomnieć, czy nad Rzeką Wschodnią znajdowało się jakieś większe miasto. Rozejrzał się jeszcze raz, by w końcu spojrzeć przed siebie.
Na swojej drodze zobaczył Narvaleeth.
Alti dalej galopował przed siebie.
Kharnak z przerażeniem próbował zawrócić swojego konia. Shairron jak w transie wpatrywał się w krwistoczerwone oczy Narvaleeth.
Poczuł, że odpływa.
Nekromanta wściekły wyjął z nóż i wbił go w bok klaczy. Ostrze bez problemu przecięło grubą skórę, krew roztrysnęła mu się na dłoniach. Nervaleeth wierzgnęła dziko, zrzucając go na ziemię. Shairron mglistym wzrokiem zobaczył jeszcze, jak Change zawraca i coś do niego krzyczy.
Wszystko było tak nierealne…
Jedyne co poczuł, to upadek. A potem wszystko zgasło.