Uciekała. W pamięci dalej prześladowały ją krzyki i widok krwi - to dodawało jej siły. Nie chciała myśleć co się stanie, gdy ją dogonią. Nie chciała umierać.
Las był gęsty. Często potykała się o wystające korzenie. Sukienkę miała porwaną. We włosy wplątały się liście i gałązki. Kolczaste krzewy raniły ją bez miłosierdzia. Ale to się nie liczyło. Liczyło się tylko to, że mogli uratować swoje życie. Uciekali w mroku, w którym ona widziała o wiele lepiej od ludzi. Czasami słyszała śpiew, nie, krzyki ptaków ale teraz już nie mogła się bać. Strach paraliżuje. A ona musiała walczyć....
- Mamo... - odezwał się mały chłopiec, biegnący tuż obok
- Biegnij! - wychrypiała
- Ja.. Nie mam siły - chłopiec wyraźnie zwolnił
- Biegnij!- wyszeptała przez łzy, tuląc drugie dziecko do siebie
Lodowaty wiatr, który wiał im w twarz, gdy biegli przez trawiaste równiny teraz był słabszy. Ale i tak drżała z zimna. Padający od kilku godzin deszcz przemoczył jej ubranie. Krople kapiące poprzez liście drzew spadały na jej bladą skórę ramion. Ale jasny cel jaki miała nie pozwalał jej nawet zwolnić. Powietrze niczym lód mroziło jej płuca. Spróbowała przyspieszyć. Poczuła przeszywający ból, jakby ktoś oddzierał jej mięśnie od kości. Wiele myśli miotało jej się po głowie, ale wszystkie odrzucała. Teraz najważniejsze było biec. Krzyki z tyłu stały się coraz głośniejsze. Pogodziła się ze śmiercią. Ale chciała żeby jej synowie przeżyli. Jej ukochane dzieci. Tylko one jej zostały
- Mamusiu... A co jeśli oni nas złapią? - zapytał cicho zasapanym głosem chłopiec
Kobieta nie odpowiedziała. Mogła powiedzieć tylko "zginiecie", ale nie brzmiało to dobrze. To nigdy nie brzmi dobrze.
Nagle strzała przeszyła powietrze. Nie było żadnego widoku pomału przesuwającego się przed oczami. Poczuła tylko ból i gorącą krew na ciele. Spojrzała na dół na grot strzały wystający jej z piersi. Dzieci wpatrywały się w nią z przerażeniem. Dopiero wtedy upadła. Krew szybko wsiąkała w ziemię
- Mamo...?-zapytał niepewnie jej syn
- Biegnij!!! - wychrypiała plując krwią i wręczyła mu drugie dziecko
- Mamo?
- Uciekaj!!!
Chłopiec przytulił do siebie brata i pobiegł
Ze łzami w oczach omijał kolejne przeszkody. Czuł jak zimny pot spływa mu po rozpalonym czole. Tak bardzo chciał po prostu upaść. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego tamci go gonią. Ale mama kazała mu uciekać... Choć nie miał już sił. Biegli od kilku godzin z dwoma krótkimi przerwami. Upadł. Nie miał siły wstać, ale jednak to zrobił. Podniósł leżącego obok braciszka i pobiegł. Po czole czuł ściekającą krew.
Las zaczął się przerzedzać. Wbiegł na łąkę. Daleko przed sobą zobaczył światło wioski. Przyspieszył resztą sił.
Wtedy usłyszał krzyk
Odwrócił się w stronę lasu. Stał tak przez chwilę
- M... mamo?... - szepnął cicho. Łzy ciekły mu po policzkach. Odwrócił się w stronę wioski i pobiegł
-Żegnaj mamusiu - dodał w biegu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz