Na początek

Na początek mam dość chyba zaskakującą prośbę -wytykajcie mi błędy w komentarzach. Na prawdę. Sama ich nie widzę, czasem muszę przeczytać swój tekst dziesięć razy zanim zauważę chociażby powtórzenie... A jeśli wy wytkniecie mi to w komentarzu, ułatwicie mi pracę. Z góry dziękuje :)

poniedziałek, 17 maja 2010

NDE "Ogień" kolejny kawałek

Resztę dnia Shairron spędził polując, pilnując, a przede wszystkim odpoczywając. Pierwszy raz od dawna poczuł, że naprawdę ma jakikolwiek wybór. Na początku wydawało mu się, że Dev będzie przeszkadzał, ale okazało się, że brat jest świetnym łowcą. W wiosce nie miał czasu by ćwiczyć, więc teraz godzinami strzelał do różnych celi.
- Patrz! A teraz trafię w to drzewa! – zawołał, naciągając cięciwę.
- Nieźle – mruknął Shairron z dumą.
Ogień płonął wesoło, ogrzewając go. Odkrył, że jeśli chce, płomienie go nie pieką.
- Wiesz co sobie tak myślę? – zapytał Dev, próbując wyciągnąć strzałę z drzewa.
- Hę?
- No… Teraz moglibyśmy tak żyć – jak będziemy głodni, to coś upolujemy, jak będziemy zmęczeni, to pójdziemy spać. Ciągle w podróży!
- Kuszące…
- WOLNI! NARESZCIE WOLNI! – zawołał Dev.
- Potrafisz zrobić strzałę? – zapytał nagle Shairron.
- Oczywiście! Trzeba prosty, wysuszony kij i…
- Ta… - przerwał mu – Trzeba nam dużo strzał, nasze łuki są nawet dobre, przyda się nóż, twój jest za mały…
- Miecz by się przydał – dodał Dev
- Ty mi nawet nie wspominaj o mieczu – warknął Shairron – Ale co fakt, to fakt…
- Tylko… Jest tak pięknie, jesteśmy wolni, ale…
- Ale?
- No… Nie wydaje ci się, że to za piękne?
- Coś sugerujesz?
- Jestem pewien no… Że coś się nie uda…
- Może wreszcie się uda. Może wreszcie się uda – Shairron spojrzał z rozmarzeniem w las.
- Masz zamiar ćwiczyć jakoś ten… dar? – zapytał Dev
- Tak. Ale sam. Jeszcze się jakiś mag przyczepi, będzie chciał mnie szkolić – niech się wypcha – Shairron prychnął.
- Egoista – zachichotał.
- Nareszcie mogę nim być. A ciekawe… - chłopiec skupił się. Gałązki niedaleko zapłonęły - Wiem jak to robić. Teraz się wydaje proste…
Dev zdeptał ogień.
- Dobre… Teraz już nikt nam nie zagrozi…
Shairron rozejrzał się po polanie.
- Co dzisiaj na kolacje? – spytał.
- Ja ci tu o przyszłości mówią, a ty tylko o kolacji… Ale wracając do pytania – Dev otworzył tobół ze skóry – Hm… Mięsko z chlebkiem. A jutro ugotujemy sobie zupkę.
- W domu pewnie są lekko zdziwieni, że nas nie ma…
- Dobrze im tak.
Dev zastanowił się. Tak naprawdę dom nigdy nie był dla niego ważny. Wolał zawsze zapolować, albo połowić ryby, niż porozmawiać z przybraną rodziną. Z resztą oni też nie chcieli rozmawiać. Nie mieli o czym.
Każde wyzwisko, nieuprzejmość przemilczał. Pamiętał, ale przemilczał. Dlatego dla niego ucieczka była tak ważna. Wierzył, tak jak Shairron, że kiedyś wróci i pokaże im, że nie jest śmieciem.
I tak jak on nie wiedział, że los już zdecydował.
***
„I wtedy zapadła ciemność, lecz choć można ją tak nazwać, naprawdę pustką była. A Pani, Która Wie, ubrana w Biel światłości ustawiła pionki na szachownicy, co zrobiona z samego Sagash i Nagash była
I zaśpiewała Pani.
-Boisz się przegrać, boisz się żyć.
I Obejrzała pionki.
-Boisz się gry, boisz się być.
A skóra jej jaśniała.
-Choć ja jestem Kluczem, nie Rozwiązaniem.
I łza spłynęła po jej twarzy.
-Krwią pisana historia ma przedłużyć Trwanie.
I wtedy znikło wszystko i tylko pustka była, bo to czego wszyscy się bali, rozpoczęło się.”

Księga wyklęta
***
Shairron z Devem postanowili zostać w tym samym miejscu jeszcze przez kilka dni. Wreszcie mieli wolny czas, i spędzili go na nic nie robieniu – był to pomysł zbyt kuszący, by się mu oparli. Wyruszyli dopiero, gdy zaczęło im się kończyć jedzenie.
Podążając do Ash Villian mogli podziwiać krajobraz Se-Endos. Ich wioska znajdowała się na północnym wschodzie, w górach ciągnących się przez cały wschód. Stolica leżała jednak na samej północy. W zachodniej części królestwa przeważały niziny, poprzecinane rzekami. Dalej zaczynały się bagna, na których nie było większych miast. Na północy Se-Endos kończyło się, a zaczynało morze. Po przeciwległej stronie lasy ustępowały miejsca lodowcom.
Shairron nigdy nie był poza wioską, więc teraz podziwiał krajobraz, zaskoczony jego różnorodnością. Las zaczął ustępować miejsca równinom, gdzie było trudniej polować. Dev musiał strzelać do ptaków. Traktował to jako ciekawe ćwiczenie, chociaż kilka ofiar uciekło z strzałami wbitymi w skrzydła. Shairron zajmował się gotowaniem. Ciągle ćwiczył władze nad ogniem, tak więc o kilku dniach rozpalanie przychodziło mu bez problemu. Bał się przywołać większe płomienie – obawiał się, że straci nad nimi kontrolę.
- Myślisz, podróż do stolicy to naprawdę dobry pomysł? – zapytał Dev, gdy zatrzymali się na jednej z trawiastych równin.
- Dlaczego nie? – Shairron zdzierał pióra z przyszłej kolacji.
- No… Może nas szukają?...
- Nas? Chłopców z małej wioski, której tam pewnie nawet nie znają?
- No niby tak – powiedział Dev, ale w jego głos był pełen niepewności.
***
Change stanęła przed główną bramą. Jak się okazało, samotna podróż była złym pomysłem – zastała napadnięta i choć sama uciekła, straciła konie i bagaż
Dlatego postanowiła wrócić do stolicy i odnaleźć Kharnaka. Podróż z nim wydawała się bezpieczniejsza…
Miasto dzieliło się na dwa mniejsze miasta – środkowe i zewnętrzne. W mieście zewnętrznym mieszkali rzemieślnicy a przede wszystkim złodzieje. W mieście Środkowym znajdowały się wytworne sklepy, piękne kamienice a w samym centrum – Pałac. Tu mieszkali bogacze i szlachta. Dlatego była pewna, że znajdzie go tu.
Strażnicy przy bramie znów nie zwrócili na nią uwagi. Pomału przeszła główną ulicą przez całe Miasto Zewnętrzne. Potem jeszcze przez kilka alej w Mieście Środkowym. W końcu znalazła go grającego w karty z jakimiś ludźmi.
Miał niezwykły talent do znajdywania sobie przyjaciół – jakoś ludzie nie zwracali uwagi ani na strój nekromanty, a nawet pentagram na jednym z sygnetów. No chyba, że się przedstawił. Wtedy uciekali.
- Sprawdzam! -powiedział starszy mężczyzna.
- Kolor – nekromanta uśmiechnął się.
Mężczyzna rzucił karty na mały, okrągły stolik przy którym grali.
- A żebyś zdechł! – zawołał.
- Niestety, sadzę, że nie zdarzy mi się to po raz drugi. Ale dziękuje, za szczere życzenia.
- Cześć – mruknęła Change podchodząc.
- Witaj. – Kharnak odwrócił się w jej stronę.
- Tęskniłeś?
- Oczywiście – wstał od stolika – Nie mogłem spać…
- Ach, aż jestem wzruszona.- Change obejrzała się – A tak w ogóle to co ty tu robisz?
- Głównie ograniczam populację zwierzątek futerkowych – odpowiedział ze spokojem – A dlaczego wróciłaś?
- Bo tez tęskniłam – oświadczyła, uśmiechając się złośliwie – Z resztą, tu ich najszybciej znajdziemy. Ja popytam wśród swoich znajomych – nagle przypomniała sobie coś. Nekromanta mógł się przydać też w szukaniu informacji… W końcu, Change nie mogła ich zapytać – oni nie lubili kobiet, które wyglądały jak kobiety – A ty wśród swoich niskich przyjaciół.
- Koty nie są moimi przyjaciółmi!
- Chodziło mi o krasnoludy…
- Dlaczego miałbym się przyjaźnić z kimś, kto jest o połowę ode mnie niższy? Oczywiście nie jestem rasista, ale krasnoludy to…
- Przecież Wuka podpisał z nimi pakt! – ryknęła wściekła
- No niby tak… - powiedział po chwili – Ale piętnaście minut później spaliliśmy im miasto… - dodał.
Change odetchnęła głęboko. No tak to było jasne. Pewnie się upili. A może Wuka chciał przechytrzyć krasnoludy, był to jego misterny plan, wymyślany godzinami, pomagała mu cała Rada Zła i… Nie, raczej się upili.
- Mniejsza z tym… Po prostu po szpieguj trochę. Popytaj, możesz nawet kogoś przesłuchać. Tylko potem zakop głęboko zwłoki. Ja idę sobie znaleźć pokój.. – odwróciła się i ruszyła w stronę kamienic.
Kharnak skręcił w zaułek, tak, by Change go nie widziała. Przestał się uśmiechać. Uśmiech… Takie ciekawe…
Z kieszeni szaty wyjął skręta. Pstryknął palcami. Skręt się zatlił.
Ciągle kłamał – to był fakt. Sam chyba się już w tym pogubił kilka lat temu – które kłamstwa są prawdą, a które kłamstwem. Kłamliwa prawda to chyba oksymoron – pomyślał. Ale takie określenie pasowało idealnie.
- Głupia baba – mruknął – Gdzie te dobre, stare czasy, gdy książki oprawiano się ludzką skórą… - spojrzał w stronę pałacu – Z twojej skóry zrobię okładkę do mojego „Ega Cerenos – dodał, uśmiechając się. Tym razem szczerze…
Ale w końcu… Wszystko jest kłamstwem… A nawet Kłamstwem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz