Nie… To nie było pomieszczenie … To była Pustka. Czarna, ale to nie była czerń, tam czerń nie istnieje. Nie była to ciemność, choć ją przypominała. To była Pustka…
Gdzieś w niej przy małym, drewnianym stoliku siedziały dwie postacie.
Starsi mieszkańcy Se-Endos wiedzieliby, kim oni byli…
Kobieta, ubrana w prostą, śnieżnobiałą szatę, podartą, ale czystą. Krótkie, kręcone włosy miały kolor złota. Duże usta wygięła w uśmiechu. Była ładna.
Tylko oczy… Czarne, jakby puste…
Drugą postacią był mężczyzna. Ubrany w błękitny płaszcz, nie wysoki. Na jasne, prawie siwe włosy nałożył wysoki, jasnoniebieski cylinder. Miał bardzo wystające kości policzkowe. Uśmiechnął się, ukazując, ostre kły. W jakiś sposób przypominał węża.
I znów oczy. Tym razem dziko czerwone.
Warto było zwrócić uwagę na to, co stało na stoliku.
Szachy. Tylko, że pionki były dziwne. Gdyby ktoś się im przyjrzał zobaczyłby, że są bardzo dokładne…
- Zacznij – szepnęła kobieta.
Kiwnął głową i przesunął jeden z pionków.
Czarne pionki przypominały ludzi. Ale bardziej niepokojące były białe.
Jeden z nich przypominał Askara. Było jeszcze kilku ważniejszych generałów. Jakiś chłopiec.
Reszta nie przypominała ludzi.
Może dlatego, że miała skrzydła.
Może ze względu na czarne tatuaże.
A może po prostu miała rogi…
//Cały tekst zamieszczony na bogu w wordzie (kartki a5) zajmuje 33 strony. To dużo?//
Krótko, ale wystarczająco. Tę parkę lubię najbardziej ^^
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejne posty ;]
OdpowiedzUsuń