Na początek

Na początek mam dość chyba zaskakującą prośbę -wytykajcie mi błędy w komentarzach. Na prawdę. Sama ich nie widzę, czasem muszę przeczytać swój tekst dziesięć razy zanim zauważę chociażby powtórzenie... A jeśli wy wytkniecie mi to w komentarzu, ułatwicie mi pracę. Z góry dziękuje :)

piątek, 28 maja 2010

NDE "Ogień" Nuda i pozerstwo.

Nie wiedział gdzie jest. Stał w ciemności. Gdzieś daleko zamajaczył czerwony kształt. Przybliżał się.
Nie czuł strachu. Miał wrażenie, że nie jest zdolny by czuć cokolwiek. Gdzieś w oddali brzmiała muzyka. Chyba. Była bardzo nieharmonijna, jakby ktoś posklejał losowe dźwięki, ale niewątpliwie była muzyką. Nawet piękną. Rozejrzał się. Wszędzie była ciemność. I ten czerwony kształt, jeszcze większy niż wcześniej.
Wcześniej – pomyślał – Tu chyba nie istnieje wcześniej. Więc istnieje w ogóle czas? Ale jeśli nie istnieje czas… To gdzie ja jestem?
Nagle wydało mu się, że ciemność zaczęła się poruszać. Wyraźnie widział, że w cos się formuje. W coś…
- JESTEŚ MÓJ!!!! – usłyszał ryk tuż koło ucha..
Krzyknął. Ciemność zaczęła ustępować miejsca plamom kolorów.
- Nic ci nie jest? – szepnął znajomy głos.
Plamy wyostrzyły się. Leżał pod drzewem. Niedaleko szumiała rzeka. Change pochylała się nad nim.
-Chyba nic – spróbował wstać.
- Nie – Change zatrzymał go – Musisz leżeć. Przynieść ci coś do jedzenia?
- Może…
Kobieta wstała i gdzieś odeszła. Shairronowi kręciło się w głowie.
- Co ci się stało? – zapytał Dev. Chłopiec dopiero teraz zauważył, że brat siedzi obok niego.
- Zemdlałem – skłamał – Gdzie nekromanta?
Dev wskazał na postać siedzącą pod drzewem, obok rzeki. Niedaleko stała klacz. Shairron odwrócił wzrok.
Change podeszła do niego i podała mu pieczone mięso.
- Proszę – powiedziała, uśmiechając się szczerze – Dzisiaj zostaniemy tutaj, musisz odpocząć.
- To Rzeka Wschodnia? – zapytał, skazując na skrzącą się wodę.
- Nie, tylko jedna z jej odnóg.
Shairron kiwnął głową i ugryzł mięso.
- Nie musimy się spieszyć? – zapytał Dev.
- Musimy, ale Shairron powinien odpocząć. Upadek z galopującego konia może być groźny, nie chcę, by zdarzyło mu się to jeszcze raz.
- Może i masz racje…
- A ja muszę coś załatwić – Change uśmiechnęła się smutnie i podeszła do nekromanty. Stali za daleko, by Shairron usłyszał cokolwiek. Po chwili odeszli gdzieś razem.
- Coś jest nie tak z Narvaleeth – szepnął chłopiec.
- Wiem – odpowiedział lakonicznie Dev.
- Muszę porozmawiać z nekromantą… On… Próbował ją powstrzymać więc…
- Naprawdę wierzysz, że zaatakował cię koń? Jakby cię kopnął, to rozumiem, ale to było jak czary.
- No nie, ale… - Shairron umilkł – Chociaż z drugiej strony…
Poczuł tępy ból w głowie. Skrzywił się i schował twarz w dłoniach. Po chwili ból ustąpił.
- Co ci? – zapytał Dev przerażony.
- Już nic…
Jesteś mój… - słyszał cichy szept.
Jesteś…
- To ty Narvaleeth? – zapytał w myślach przerażony.
Głupie zwierze… Mój… Moc… Głodni… Serce, przeszyją serce, jak zawsze, a potem pewnie krew, co innego, ach, tacy głodni…
- Zostaw mnie – wykrzyczał
Dev spojrzał na niego wstrząśnięty
- Co się dzieje? – zapytał drżącym głosem.
- Oni tu są – Shairron rozejrzał się uważnie.
- Kto?!
- Oni. Nie wiem kim są. Ale jestem pewni, że tu są…
Coś otworzyło oczy.
Polowanie się rozpoczęło, to oczywiste.
Ale nie wyłapią każdego.
To niemożliwe, prawda?

2 komentarze: