Na początek

Na początek mam dość chyba zaskakującą prośbę -wytykajcie mi błędy w komentarzach. Na prawdę. Sama ich nie widzę, czasem muszę przeczytać swój tekst dziesięć razy zanim zauważę chociażby powtórzenie... A jeśli wy wytkniecie mi to w komentarzu, ułatwicie mi pracę. Z góry dziękuje :)

środa, 19 maja 2010

NDE "Ogień" , odcięli mi Internet, źle to na mnie działa...

- Shairron, nie dziwi cię, że w mieście nikogo nie ma?
- Nie.
- Ale to niepokojące!
- Nie.
- Shairron, boję się!
- Aha.
-A ty się nie boisz?
- Nie – odpowiedział znudzonym głosem Shairron. Od kilkunastu minut próbowali znaleźć miejsce, gdzie mogliby się przespać, ale ludzie nie chcieli jakoś ich przenocować. Może problemem były pieniądze. A dokładniej ich brak.
- A jak nie znajdziemy noclegu?- zapytał Dev.
- To będziemy spać na ulicy.
- To niebezpieczne?!
- Taaa…
- A jak nas zaatakują?
- Do podpalę ich.
Dev zamilkł.
- A co będzie, jak nie znajdziemy noclegu? – zapytał.
Shairron zatrzymał się.
- Powtarzasz się – syknął. Wskazał na jeden z zaułków - Tam.
- Czemu?
- Mam przeczucie, że tam znajdziemy dobre miejsce żeby się przespać.
Ruszyli w stronę zaułku. Nie było to wesołe miejsce – ściany odrapane, wszędzie mnóstwo śmieci. Wyglądało bardzo przygnębiające. Pomału szli przed siebie. Robiło się coraz ciemniej
- Jesteś pewien, że to odpowiednie miejsce?
- Taa… Tylko w bajkach takie miejsca są niebezpieczne. Na pewno znajdziemy tu miłych ludzi, którzy nam pomogą.
Dev zbladł.
- Sh.. SHIARRON!
Chłopiec poczuł mocne uderzenie czymś… Futrzastym.
- Uuuuuups – szepnął i upadł na ziemie.
***
Shairron otworzył oczy. Siedział przywiązany do krzesła grubą liną. Obok siedział Dev. Pomieszczenie, w którym się znajdowali, było ciemne, na stoliku obok paliła się jedna świeca. Gdzieś przy ścianie zamajaczyły dwie postacie. Kłóciły się, ale Shairron słyszał tylko strzępki ich rozmowy.
- Uderzyłeś go kotem!!! – głos był kobiecy, zdenerwowany.
- Oh, moja droga, Mruczek jest wielofunkcyjny…- ten głos był wysoki, ale dziwnie… zdarty.
- Po co ci ten kot!? – zapytała kobieta.
- Masz coś do niego, bo jest martwy!? Mam dość tej dyskryminacji!
Zapadła cisza.
- Kharni, umrzyj…
- Dla ciebie wszystko, ale nie da się… Próbowałem…
- Ej, gdzie ja w ogóle jestem?! – zapytał Shairron przerażony.
- Nie wiem – szepnął Dev – ale oni są szaleni?
- Ty też zemdlałeś?
- Nie. Kotoman chciał mnie udusić, ale babka zaczęła wrzeszczeć i tylko mnie związali.
- Kotoman?
- No, ten gościu z kotem. Spotkaliśmy go na ulicy. Mówiłem, żeby tu nie iść!!!
Shairron westchnął.
- Spalę ich – stwierdził w końcu.
Dev zaczął chichotać.
- Nie śmiać się! – syknęła kobieta.
Zbliżyła się do nich. Shairron pobladł i umilkł.
Szczupła. Wysoka. Była ubrana tylko w białą szatę, bez ramion, długa do kostek. Długie, ognistoczerwone włosy opadały jej na ramiona. I choć wydawała się wyglądać niewinnie, brązowe oczy patrzyły na niego z złośliwością, a duże usta były wygięte w grymasie.
- Kim, kim ty.. – szepnął.
- Change. – przerwała mu – Po prostu. Przepraszam za wasze dość kłopotliwe położenie, ale nie mieliśmy wyboru.
- A kotoman to kto? – zapytał Dev.
Usłyszeli szalony śmiech.
Kotoman wyszedł z cienia. Shairron wzdrygnął się – było w nim coś strasznego.
Skłonił się nisko.
- Kharnak Maghardur. – powiedział, uśmiechając się złośliwie.
Dev z Shairronem spojrzeli na siebie przerażeni.
Shairron słyszał o nim nie raz… Jakże okrutny… Zabijał nawet nie z przyjemności zabijania, ale z ciekawości.. Był jedną z legend, przekazywali sobie ludzie w jego wiosce, choć nikt go nie spotkał. Ale to nie przeszkadzało im się bać. Wywalczył sobie pozycję, jakiej nie miał nigdy żaden nekromanta – pozycję na równi królowi. Zabawne mogłoby się zdawać, że bywał na balach wśród szlachty, która pragnęła jego śmierci. Zbyt się bali. Ale potem i tak umarł. Tak mówili wszyscy… Że nareszcie zdechł.
A teraz stał przed nimi uśmiechając się.
- Nazwałeś go kotomanem – szepnął do Deva.
Brat mu nie odpowiedział.
- Czego od nas chcecie? – zapytał .
- Szukaliśmy was – odpowiedział Change.
- Ale po co?!
- Shairron… Teraz… - szepnął Dev.
Shairron skupił się. Poczuł płomyk na palcach. Lina, którą zostali związani, zaczęła pomału się przepalać.
-No dlaczego? – kontynuował Dev.
Lina upadła na ziemie. Chłopiec wstał szybko. Uwolnił całą moc – pierwszy raz zrobił coś takiego – zapłonął cały. Co dziwne, ubranie nie paliło się.
- Walczcie! – ryknął.
Kharnak cofnął się.
- Mógłbym ci pogratulować – uśmiechnął się – Ale nie przesadzajmy.. – wyciągnął dłoń i pstryknął palcami.
Płomień Shairron zgasł.
- Jak ty…
- Shairronie, uspokój się. I nie dziw, że znam twoje imię. Szukaliśmy cię ze względu na twój talent.
- Kim ja w ogóle jestem? – zapytał przerażony
Zauważył, że Dev również rozwiązał liną, którą był związany.
- Czas na opowieść – zaczął nekromanta. Westchnął ze smutkiem – Dawno kiedyś było dobrze. To tyle o odległej przeszłości. Potem do władzy doszli ludzie. Byli słabsi od innych ras, ale było ich dużo. I nie poddawali się. Musieli jednak zwiększyć jakoś swą moc…Więc zaczęli bawić się czymś, co przeraża nawet Rev… - przerwał przerażony – Znaczy nawet innych. Chcieli opanować moc żywiołów, moc natury, która jest w Se-Endos od początku. Czasem się im udawało, czasem wybuchali od zbyt wielkiej dawki energii. Ale ci, którzy opanowali choć jeden żywioł – Elementaliści – byli potężni. A potem tego zakazano – zbyt wielu magów żywiołów buntowało się i próbowało samemu zdobyć władze – zamilkł. Spojrzał na Shairron, z fascynacją – I narodziłeś się ty. Nie zrobiłeś niczego, by władać nad ogniem. Po prostu to potrafisz…
- Dlatego tu jesteśmy – kontynuowała Change – Nie żeby cie złapać, ale żeby nauczyć…
- Dlatego musiałem dostać w głowę jakimś futrzakiem?! – warknął Shairron.
- Mruczek jest wielofunkcyjny. – westchnęła Change.
Shairron milczał, próbując wszystko zrozumieć.
- Czy ktos będzie mnie szukał? I skąd wiecie? – zapytał w końcu.
- Wszyscy, gdy się tylko dowiedzą. W szczególności Askar. Ale pewnie i cała szlachta – powiedział kobieta – Wszyscy będą chcieli cię wyszkolić na swojego sługusa, bez woli…
- Więc dlaczego mielibyśmy wam ufać? – zapytał Dev.
Kharnak przysunął jedno z krzeseł i usiadł na nim. Oparł stopy o stolik, na którym stałą świeczka.
- Głównie chyba dlatego – powiedział niby obojętnie – Że gdy JA go wyszkolę, będzie należał do elity trzech magów, którzy potrafią mnie zabić. Usatysfakcjonowany?
Shairron zdał sobie sprawę, że nie ma wyboru. Rozejrzał się – w pokoju panowała ciemność. Z drugiej strony, to nie takie złe – zostaniesz wyszkolony na kogoś potężnego! – powiedział głos w głowie. To ten głos, który podpowiada ludziom czego chcą. Niektórzy wolą zwać go „kuszeniem”.
Usłyszał ciche stuknięcie.
Change rozejrzała się przerażona.
- Słyszysz? – zapytała.
- Ta… Uciekajcie – nekromanta ziewnął znudzony.
- Co jest? – zapytał Dev.
- Za mną. – szepnęła.
- Idziemy – zadecydował Shairron. Dev kiwnął głową.
Co prawda przed chwilą został obezwładniony za pomocą mota, porwany, a teraz oddał się w ręce niewątpliwie szalonej kobiety i jednego z największych zbrodniarzy Se-Endos, ale… Ufał im.
Pobiegł w stronę Change, która otworzyła jedne z drzwi. Wybiegła na zewnątrz.
Na twarzy poczuł zimne powietrze. Shairron oddychał ciężko. Obok niego zatrzymał się Dev.
Tuż przed domem stały trzy konie. Change wsiadła na jednego.
- Były gotowe? – zapytał Shairron zdumiony, próbując wsiąść na konia.
- Oczywiście.
- Jedziemy! – zawołał radośnie Dev.
Change ruszyła galopem przez ulice Ash Vellian.
Shairron rzadko jeździł konno, więc z zadowoleniem stwierdził, ze koń ignoruje go całkowicie i galopuje za Change.
- Gdzie jedziemy?
- Zobaczysz.
Gdy wyjechali z miasta, Shairronowi wydawał się, że zmierzają na południowy zachód, ale nie był pewien. Niziny zaczęły ustępować miejsca małym pagórkom. Przejechali przez kilka płytkich rzek. Jechali godzinami, prawie nie rozmawiając. W końcu Change zatrzymała konia.
- Tutaj.
Chłopcy zsiedli z koni.
- Masz jakiś plan? – zapytał Shairron.
- Tak. Będziemy uciekać, a wy szkolić - odpowiedziała ze spokojem.
- A coś dokładniej?
- Chcemy tylko wam pomóc, a co zrobicie potem, wasza wola.
Ta odpowiedź zaskoczyła go.
- A ty potrafisz czarować? – zapytał Dev.
- Nie. Ale daj mi swój łuk.
Dev wykonał jej polecenie.
Pomału założyła strzałę na cięciwę. Zmrużyła oczy i strzeliła.
- Też tak potrafię – mruknął Dev, patrząc jak strzałą znika w ciemności.
- Idź i przynieś co ustrzeliłam.
Dev zdumiony wsiadł na konia i odjechał. Po chwili wrócił, trzymając w ręku królika, z którego wystawała strzała.
- Fajowe – powiedział i położył się na trawie –Idę spać – dodał.
- Ja też – powiedział Shairron.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz