Change odeszła od Shairron
- Co to było do demona?! – zapytał gdy była już blisko nekromanty.
- Ostatnio słowo. Cała prawda. Hah – Kharnak zapalił cienkiego skręta – Chcesz jednego?
- Nie palę. I nie odpowiedziałeś mi na pytanie!
- Nie wiesz co tracisz – uśmiechnął się
- Odpowiedz!
Wstał bez pośpiechu.
- Nie tutaj, spokojnie… Szczerze mówiąc, nie chcę, żeby chłopcy to słyszeli.
- Niech będzie. Może… Tam? – wskazała na kilka skał niedaleko.
- Ach, piękne miejsce. Wokół kwitną kwiaty, drzewa chronią od słońca. Ach… - zaśmiał się złośliwie – Pamiętam takie miejsca… Brakuje tylko wisielców na drzewach do pełnego romantyzmu…
- Zamknij się – przerwała ostro.
Zamyśliła się. Nie lubiła ludzi romantycznych. To chore… A miłość na czymś takim oparta nie miała sensu, musiała runąć, czyż nie? Znała takich chłopców… Zbierali dla niej kwiaty, mówili wiersze, ale gdy coś jej zagrażało, uciekali… Byli tacy słabi. Wierszem nie pokona się dwumetrowego osiłka. Wierszem nie pokona się nikogo…
Nie żeby Change była materialistką, ale… Chciała być…
- Ej? – warknął nekromanta z wyrzutem.
- Co?
- Rozumiem, że jesteś zaskoczona a wręcz w szoku, że sam Kharnak Maghardur rozmawia z tobą i jednocześnie nie próbuje, a nawet nie myśli, o poderżnięciu ci gardła, ale wlazłabyś – zamilkł – brakuje mi tu słowa, ale następne to „skała”.
- Mogłeś powiedzieć tylko to ostatnie… - mruknęła poirytowana. Nie lubiła, gdy ktoś, kto sam popełnia błędy, wytyka je jej. Ale Kharnak był znany ze swej hipokryzji…
- Na skałę? W skałę? Poprawnie byłoby „zderzyłabyś się ze skałą”, ale wlazłabyś…
- O czym mówisz?
- Na skałę, ale to irracjonalne, więc…
- Ej!
- Co?
- Mówię do ciebię!
- A ja cię ignoruje – rozejrzał się i siadł na jednej ze skał.
Westchnęła.
- A teraz powiesz mi, co to było?
- Co?
- Narvaleeth. – syknęła przez zęby – Narvaleeth – powtórzyła jeszcze raz, bardzo powoli.
- A… - spojrzą na nią – Nie twoja sprawa.
Change trudno było zirytować.. Jeszcze trudniej było sprawić, by kogoś zaczęła nie lubić. Naprawdę trudno było doprowadzić ją do lekkiego zdenerwowania. Była bardzo opanowana… .Ale teraz wybuchła wściekłością.
-Nie moja?! Shairron mógł zginać, bo twój przeklęty koń… - zamilkła na chwilę - Nawet nie wiem co, ale coś mu zrobił!!!
- I? Gdyby uważał, nie spadły, a tak ja musiałem zranić Narvaleeth – skrzywił się – A ona złamała mi kilka palców. Ciężkie bydle…
Change dopiero teraz zwróciła uwagę na bandaż na jego prawej dłoni.
- Więc powtarzam, powoli i spokojnie: nie twoja sprawa. Po prostu nie chcesz wiedzieć – kontynuował. Wstał i odszedł w kierunku chłopców.
Milczała. Nie spodziewała się takiej reakcji, powinien grzecznie jej wytłumaczyć co się stało a potem poprosić o wybaczenie… Zawsze tak robił. Chociaż wiedziała, że potem uśmiechał się złośliwie, że przeprosiny były pełne ironii, to nie przeszkadzało jej to… Nie wiedziała, jak powinna zareagować.
- Tylko że jest różnica! Wiesz jaka?! – zawołała w końcu.
Odwrócił się.
- Jego da się zabić. A ty jesteś martwy. – powiedział to z satysfakcją. Chciała się uśmiechnąć, ale coś ją powstrzymało. Zmierzyła go tylko pełnym nienawiści wzrokiem.
Nienawidziła go. Zawsze. Każdego dnia. Za wszystkie trupy, za smród padliny, za to, że nigdy jej nie zostawił, gdy potrzebowała pomocy.
Spojrzał na nią. Zacisnął konwulsyjnie palce. Przygryzł wargę.
Ale milczał.
Po chwili ciszy ruszył w kierunku obozu. Prawie udało mu się to zrobić z klasą.
Change uśmiechnęła się zadowolona z siebie. Wreszcie zrobiła coś, by go zranić. Było to okrutne, ale jej przyniosło ukojenie. Za wszystko. Gdzieś w umyśle odezwały się wyrzuty sumienia. Kazała im się zamknąć.
***
Takie jedno wspomnienie… Teraz sobie je przypomniał. Bolesne, niewątpliwie… Ale ważne… Wolał go nie wspominać, bo nie lubił własnych porażek, jednak to zmieniło zbyt wiele, by je zapomnieć. Z resztą, gdyby nie porażki nie byłby tym, kim był wtedy. Kiedyś… Gdzieś w przestrzeni…
Stali w parku. Pamiętał to doskonale. Wokół kwitły kwiaty, dbał o nie ogrodnik. Oświetlał ich księżyc. Noc była tak ciepła. Czasem słyszeli nawet śpiew ptaków. Milczeli bardzo długo, nie chcąc niszczyć tego dzikiego piękna… Żyła dzięki niemu, on żył dzięki niej. On metaforycznie, ona została kilka razy przez niego uratowana od śmierci. Uzupełniali się, wiedział to. Jej smutki były jego smutkami. Gdy chciała się wypłakać, zawsze był tuż obok. Zawsze…
Ale w końcu coś powiedział. To było tak…
Tak naiwny!!!
- Nie ty chyba nie… - szepnęła cicho, jakby przerażona.
- Przepraszam, nie chciałem cię urazić – zarumienił się delikatnie.
Ach, jeszcze się popłacz frajerze! Hahaha!
- Wiesz, ja…
- Rozumiem. To było po prostu głupie… - schował pierścionek do kieszeni. Dużo kosztował, pamiętał to. Ze złota, najdroższych kamieni. Stać go było. Ale ona jednak nie chciała…
Głupie?! To idealne słowo, niewątpliwie. I ty też byłeś głupi.
Nie, nie ty… Ja byłem głupi…Oh…
Nie, nie ty… Ja byłem głupi…Oh…
Milczała długo. On też. Nie potrafił spojrzeć jej w twarz. Nie tylko dlatego, że właśnie się skompromitował… Dlatego, że była tak piękna…
Piękna? Ślepy byłem widocznie… Każde piękno da się kupić, czyż nie? Na koniec wszystko da się kupić. Nie tylko za pieniądze… Za piękną mowę, za dobre życie, za cokolwiek. Ach, czemu wtedy tego nie wiedziałem? Kupiłbym to za jej życie, hah…
- To ja przepraszam – wyszeptała w końcu – Lubię cię, jesteś moim najlepszym przyjacielem…
- Zawsze będę – spróbował się uśmiechnąć.
Ojoj, jaki wspaniałomyślny. Oczywiście, że będę, a potem napadnę na twoją wioskę i spalę wszystkich… Wszystkich, kochana… Do cholery, zawsze tam byłem, zawsze, gdy tylko miała jakiś przeklęty kaprys, naiwny, głupi… Idiota. Nie będę aż tak samokrytyczny, choć znam bardziej wulgarne słowa… Niech jednak zostanie idiota…
- Kwiaty ślicznie kwitną – dodał, by przerwać ciszę.
Tak romantyczny…Oh, ale przecież ja jestem dalej romantyczny. Tylko troszkę inaczej. Hah…
- Tak… Ojoj! Przepraszam, ale muszę iść, jest już późno. Spotkamy się jutro, dobrze?
I odeszła. Po prostu. Bez zbędnych słów, to było wręcz brutalne. Wyobrażał sobie tę chwilę inaczej… W jego myślach ona się zgodziła, odchodzili razem, za rękę, jak… Ale to bez znaczenia, odeszła, nie wróci, wiedział to, to, to jest…
Szaleństwo, kotek… Poznaj swojego nowego przyjaciela, jedynego, najlepszego – szaleństwo…
- Dobrze powiedział - gdy postać zniknęła w mroku.
Tak rozdarty… Ah…
Podszedł do jednego z drzew wiśni. Kwiaty już przekwitły. Wszystko przekwitło. Ujął bladymi palcami jeden z liści i zerwał go. Nie wiedział dlaczego to robi, to nie miało sensu, ale chciał to zrobić, więc zrobił to. Było w tym coś kuszącego… Robić to, na co ma się ochotę… Miał wystarczającą ilość pieniędzy, miał pozycję, mógł wszystko… Wyrzucił liść za siebie i usiadł pod drzewem.
Tak smutnyyy…
Narastały w nim obce mu dotąd uczucie. Rozdzierało go od środka, wołało wściekłe, chciało się wydostać na zewnątrz.
Tak inny. Zawsze…
Chciał płakać. Chciał krzyczeć, chciał by choć raz ktokolwiek dostrzegł to, że też się do czegoś nadaje, że nie jest śmieciem, za którego go mieli. Chciał powiedzieć o swoich smutkach, o bólu który czuł codziennie, o tym, jak bardzo się o nią martwi, jak bardzo chce, by była z nim. Chciał tylko widzieć ją uśmiechniętą i wiedzieć, że już nigdy nie zapłacze. Nie pragnął jej, oczywiście był zazdrosny… Dał by jej wszystko czego by chciała. Pieniądze nie miały znaczenia, nic nie miało znaczenia. Tak walczył, by być jej jedynym, ale ona zawsze go odrzucała, zawsze był ktoś inny, ważniejszy. A potem wracała, gdy została znów sama. Przytulał ją i mówił, że będzie dobrze. I było dobrze, znajdowała sobie kolejną miłość… Miłość…
Więc dlaczego?
Bo tak, kotek.
I teraz miał tylko jeden cel. Jedno marzenie. Najważniejsze…
Chciał umrzeć.
I najwspanialszą kobietę – Śmierć. Nigdy cię nie opuści, zawsze będzie kochać, nie zdradzi… Oh, chyba się zakochałem, haha…
Umrzeć!
Hm… Tak… Martwy… W środku też… Zabiłaś mnie, kochanie. Z drugiej strony chyba zawsze pragnąłem śmierci… Była bardziej interesującą kobietą niż ty, kochanie. Miała swoje tajemnice. I nigdy mnie nie oszukała, choć chciała, jak wszystkie. A ty, nie możesz się z nią równać, więc dlaczego wciąż mi na tobie zależy? Hah…
Tu się wszystko kończyło. Całe stare życie. Potem było dużo bólu, ale już nie jego, dużo mroku który uwielbiał, dużo krzyków i samotności. Szaleństwo. I fascynacja… Nigdy jej nie rozumiał…
Wspomnienie rozpłynęło się.
Nigdy nie powiedziałem, że ją kocham – pomyślał.
Przeraziło go to.
Nie o miłości, nie o miłości, błagam!!! XD
OdpowiedzUsuńNie wiem co będzie dalej, a chce wiedzieć :P
OdpowiedzUsuń