Na początek

Na początek mam dość chyba zaskakującą prośbę -wytykajcie mi błędy w komentarzach. Na prawdę. Sama ich nie widzę, czasem muszę przeczytać swój tekst dziesięć razy zanim zauważę chociażby powtórzenie... A jeśli wy wytkniecie mi to w komentarzu, ułatwicie mi pracę. Z góry dziękuje :)

piątek, 21 maja 2010

NDE "Ogień" ale smutnowa troche...

Jechali nocą, spali w dzień, ciągle poruszając się w tym samym kierunku. W przerwie na posiłki Change pilnowała, by Shairron ćwiczył – szło mu coraz lepiej.
Shairron zmienił o niej zdanie. Była świetną łuczniczką, więc uczyła też Deva. No i gotowała naprawdę dobrze.
Trzeciego dnia od ich ucieczki ze stolicy zatrzymali się na małej polanie w lesie.
Las składał się tylko z drzew liściastych. Wokół słyszeli śpiewy paków. Na polanie rosło kilka brzózek. Bracia czuli się tu bezpiecznie – tak jak zawsze w lesie. Oboje lubili ciszę i spokój. Shairron jednak teraz jakoś się bał. Miał niewyraźne wspomnienia, były tam krzyki, ktoś kazał mu uciekać...
- Tak w ogóle to dlaczego się zatrzymujemy? – zapytał Dev.
- Nie chcę, żeby Kharni podróżował bez nas. Albo raczej my bez niego.
- On jest zły? – bardziej stwierdził, niż zapytał Shairron, wkładając dłoń do ogniska, które rozpalili.
- Nie do końca. Czasem jest okrutny i bezwzględny, ale częściej robi to, co chce, nie zwracając uwagi na to, do której ze stron mógłby należeć.
- To jeszcze gorzej, niż gdyby był zły – mruknął chłopiec.
Cisze lasu zniszczył tupot końskich kopyt.
- W krzaki – syknęła Change.
Dev założył strzałę na cięciwę. Shairron przygotował się.
Przeraziło go to. Zobaczył skupienie na twarzy brata. Spojrzał na swoje ręce.
Co ja robię? – pomyślał – Jestem gotowy zabić – spojrzał na Deva – I on też.
Nigdy nie zabił człowieka. Głos w głowie podpowiedział „To może być wróg”. Ale drugi szybko dodał "zabójstwo to zabójstwo. Zabijałeś zwierzęta, ale to co innego. Twój brat strzeli bez wyrzutów sumienia. Tak zachowują się zwierzęta. Ty… Musisz być inny. „
- Zamknij się – syknął.
Dev spojrzał na niego zdziwiony, ale milczał.
Na polaną wkroczył ogromny, czarny koń. Postać na nim siedząca, ubrana z granatowy płaszcz rozejrzała się. Twarz zakrywał kaptur.
Dev bez zastanowienia wystrzelił strzałę. Postać złapała ją w locie i zdjęła kaptur
- Przywalić ci? – ryknął Kharnak – Czy ja w ciebie strzelam?
- Ślicznego masz kucyka – Change wyszła z krzaków.
Nekromanta przytulił się do konia.
- Mój kosiany, ślićniusi kucyyyk – powiedział .
- Uuups. Mogę jeszcze raz strzelić? – Dev również podszedł do reszty.
Śmieszy go to – szepnął cicho głos. Zabijanie jest dla niego zabawne. Ty musisz być inny. Ty widziałeś ludzką śmierć. Niepotrzebną…
Shairron wzdrygnął się. Zapach ciepłej krwi, błysk ostrza, ostatnia łza. A potem puste oczy spoglądające w pustkę. Odetchnął głęboko i również wyszedł z ukrycia.
Nekromanta zeskoczył z konia.
- Ktoś cię ścigał? – zapytała Change.
- Taaa… Próbowali. Ci, którzy nas chcieli zabić – przy ostatnim słowie parsknął śmiechem – w Ash Villian, to żołnierze Askara. Hmm… Ciekawe skąd wie…
- Może chciał znaleźć ciebię. A teraz wiedzą, że mamy żywiołaka – westchnęła – czyli mamy kolejnego wroga.
- Kto jest z nami?
- Xytoleus może. Ty załatwisz sojusz z Wuką, Kesesese się zgodzi, jak mu obiecacie butelkę wina. Ale to mało. Z resztą – zaczną się wybijać nawzajem…
- Ale o co chodzi? – zapytał Shairron.
- No cóż… - Change spojrzała na niego – rozumiesz, jesteś czymś niezwykłym. Król będzie chciał mieć cię dla siebie, reszta też. Są gotowi stracić wiele wojsk, by mieć żywiołaka tylko dla siebie. Chcemy przyszykować odpowiednią ilość sojuszników, gotowych cię bronić. Wojna już dawno wisiała na włosku, ale gdy pojawiłeś się ty, jest pewna. Wiele osób z przyjemnością przystąpi do sojuszu przeciwko królowi, ale – nie obraź się – nie do sojuszu broniącego małego chłopca, nie ważne kim by był.
-Boję się… Mieliby się zabijać… O mnie?... Co wy w ogóle ode mnie chcecie?
-Widzisz my należymy do… Hm… Grupy, która nie należy do nikogo –uśmiechnęła się – Mamy zamiar dbać o to, byś nie był niczyj. A jednocześnie dobrze by było utrzymać pokój… Musisz się szkolić, być potężny. Ja mogę nauczyć się walki, a Kharni…
- Dostanę coś za to? – zapytał nekromanta.
- A co byś chciał?
Zaczął wyliczać po cicho na długich palcach. Spojrzał na nią zdumiony.
- Cholernie dużo – odpowiedział.
- To nie.
- To trudno.
Shairron patrzył się w pustkę.
- Nie rozumiem – stwierdził – Ale akceptuje. Trudno.
Change kiwnęła głową.
Wszystko zaczęło zalewać krwistoczerwone światło. Zachód… Słońce pomału opadało, by w końcu zniknąć całkowicie za horyzontem. Po drugiej stronie nieśmiało wyjrzał księżyc.
- Idę spać – mruknęła Change. Położyła się daleko od ognia. Shairron z Devem siedli tuż obok ogniska.
- Mam pytanie – powiedział cicho .
Nekromanta usiadł obok.
- Hę?
- No… Wiem, że to być może trochę… No ale… Nauczysz mnie czegoś?
- No cóż… Nie wiem za bardzo czego – Kharnak wyjął z kieszeni szaty długi, jakby srebrny nóż – Po pierwsze, my… Jeszcze nie rozumiemy na czym twoja moc polega… Po drugie, nie jest zbyt dobrym mistrzem, chociaż gdybym miał szukać ucznia… Hm… Nie, raczej nie szukałbym ucznia… Ale z drugiej strony mogę…
Poprzedni wesoły uśmiech zastąpił złośliwy. Zmrużył oczy. Przyglądał się Shairronowi. Długo. Jakby ko porównywał, chciał zobaczyć wszystko. Chłopiec się wzdrygnął.
Do Feogr przyjechał kiedyś teatr. Aktorzy nie nosili barwnych kostiumów, a za scenę służyło kilka desek, ale chłopiec był oczarowany. Najbardziej ciekawiły go maski, które aktorzy nosili przez całe przedstawienie. Często je zmieniali. Wesołe. Smutne. Wesołe. Smutne. A teraz chyba zdenerwowanie. Płacz.
Znał je wszystkie. Ale nie znał twarzy aktora. Tu było tak samo. Tylko teraz maska wesołości została zdjęta, nie zamieniona na inną. Widział przede wszystkim chora fascynacją. Trochę jakby jednak dalej sztuczną. Bo wszystko jest.
Zadrżał. Zdanie, które skądś znał zaświtało mu w umyśle.
„Wszystko jest kłamstwem.”
- N… Nie… - szepnął.
- Spokojniee… Chyba się nie boisz…? – przerwał mu. Złapał długimi palcami za nadgarstek Shairron.
Oczywiście, że się bał. Nawet nie wiedział dlaczego.
- Spokojniee… - powtórzył nekromanta – W lesie jest kilku żołnierzy Askara… Trzeba się ich pozbyć, czyż nie? – wbił nóż w palec chłopca. Ostrzem zebrał krew.
Chłopiec poczuł ból, Wyrwał rękę z uścisku i spojrzał z zaciekawieniem na nekromantę. Ten z szalonym uśmiechem podniósł ostrze nad ognisko.
-Krew jest życiem i śmiercią… -szepnął. Jedna kropla spadła w ogień- Ci, którzy krwi nie mają, cierpią… - druga kropla – Pięć kropli życia zgubionych – trzecia – Pięć ludzkich żyć straconych… - czwarta – Nic się nie zmarnuje… - piąta.
Shairron zadrżał. Gdzieś z oddali usłyszeli krzyki. Ciągnęły się długo, jakby kogoś torturowano. A potem nagle wrzaski urwały się. Chłopiec spojrzał przerażony na Kharnaka. Milczał. Wiedział co zobaczył i wiedział co usłyszał. Ale nie wiedział co powiedzieć.
- Oni nie żyją? – zapytał cicho Dev.
- Hm… Byś może… - odpowiedział nekromanta – z drugiej strony ja też nie żyję…
- Zabiłeś ich!
- Nie ich jednych, więc jakie to ma znacz…
- To czarna magia!!!
Kharnak westchnął znudzony
- Taaa… Magia krwi, dokładnie. Ciekawsza od nekromancji a nawet czarnoksięstwa…
- Czy to było konieczne? – zapytał w końcu Shairron.
- Nie, nic nie jest konieczne. Ale niekiedy potrzebne, prawda?
- W jaki sposób zabójstwo może być potrzebne? – chłopiec wpatrywał się pustym wzrokiem w las.
- Bałeś się, prawda? – zapytał nekromanta z satysfakcją.
- Chyba, tak…
- Dlaczego?
- Bo…
Zastanowił się. Nie wiedział dlaczego. Gdyby chcieli go zabić, zrobiliby to już dawno. Był im potrzebny, tyle, ale jednocześnie dbali, by nie stałą mu się krzywda.
- Nie wiem – odpowiedział w końcu
- Hah! Właśnie o to chodzi we wszystkim! Widzisz- szukało nas ośmiu ludzi. Ale zabiłem pięciu. Żywa trójka jest teraz świadkiem mojej potęgi i okrucieństwa, widziała śmierć swoich kolegów. Będą się bać. A najśmieszniejsze, że będą się bać ciebię, nie mnie, pewni, ze to tych ich zabiłeś…
- Ale ja nie potrafię!
- To się nie liczy. Powinni się bać…
- Ale nie można budować czegokolwiek na strachu! – zaprzeczył Dev.
Nekromanta spojrzał na niego.
- Ty… - wskazał na chłopca – Zaczynasz mnie irytować – odwrócił się nagle i skrzywił się z obrzydzeniem na widok śpiącej Change.
- Możecie iść spać. – powiedział w końcu jakby bardziej do siebię – Bez obaw, nie poderżnę wam gardła we śnie… To takie nieoryginalne…
- Jeszcze nie – mruknął Dev.
Shairron tylko kiwnął głową i położył się koło ogniska.
- To potwór – mówił dalej Dev – I obiecuję ci, że…
- Co? – zapytał cicho Shairron.
- Że kiedyś go zabiję. Zabijemy razem. Jednego mordercę mniej!
- Tak – odpowiedział Shairron. Nie można budować czegokolwiek na strachu – powtórzył w myślach słowa brata – Ale on jest… Po prostu oszustem…
Kharnak przystanął na końcu polany i wpatrywał się w ciemność.
- Tak. – powiedział drwiąco – To jest czym jestem…

1 komentarz:

  1. Hah, dobre to jest. Ja tam czekam na więcej. I to chcę, a nie jakieś filozoficzne cosie ^^

    OdpowiedzUsuń