Nowa notka, prawie cała pisana prosto z łba, więc dosyć słaba. Przeczytałam kilka razy i nie dostrzegłam zbytnich błędów więc zamieszczam. Trochę krótka, zdaje sobie sprawę, ale trudno ;]
Zmierzch nadchodził powoli, jak troskliwy ojciec przynosił ukojenie wszystkim istotom nocy, a dobru zabierał ostatnią nadzieję… Wszystko bez pośpiechu zaczęło pogrążać się w mroku. Shairron westchnął cicho, wpatrując się w cienie lasu. Mroczna iluzja pomału opanowała jego umysł, w serce wkradł się strach.
Odrzucił go. Strach jest wrogiem, który ogranicza. Strach jest wymysłem słabych.
Bardzo chciał porozmawiać z nekromantą, ale jeszcze nie teraz. Wszyscy musieli najpierw pójść spać. Nawet Dev.
Podniósł głowę i spojrzał na księżyc wyłaniający się z pomiędzy ciemnych chmur. Księżyc Se-Endos był niezwykły. Dwa razy w miesiącu stawał się czerwony.
Astromistrzowie, zatrudnieni przez Akara, twierdzili, że to przez układ gwiazd.
Jego jednak to nie obchodziło. Człowiek próbował wszystko racjonalnie wytłumaczyć, ale wtedy niszczył całą magię świata… Świat bez magii był pusty… Tak oczywisty, przewidywalny…
Księżyc tej nocy był niczym oblany krwią. Ale z drugiej strony krew też jest piękna… Tylko trochę inaczej…
- Śliczny, prawda? – usłyszał głos Change tuż obok.
- Ta… - odpowiedział cicho.
- Gdy byłam małą dziewczynką, chciałam się ożenić właśnie w jedną z takich nocy... – rozmarzyła się.
- Ty kogoś w ogóle masz? – zapytał.
Posmutniała nagle.
- Ja… - podniosła rękę do góry, by mogła ją obejrzeć w czerwonym blasku księżyca. Na palcu błyszczała złota obrączka – Męża – wyszeptała cicho.
Chciał zapytać o coś jeszcze, ale Change sama odpowiedziała.
- Zostawił mnie. Dość dawno. Nie wiem gdzie jest…
- Smutne – wyszeptał tylko chłopiec.
- Ale kiedyś go znajdę… - dodała po chwili.
- Chcesz… Zemsty? – zapytał.
Spojrzała na niego zdumiona.
- Nie… Ja… Nie ważne… - westchnęła – Przepraszam, zamęczam cię moimi problemami… - uśmiechnęła się trochę smutnie – Podziwiaj księżyc, póki możesz – powiedziała i odeszła.
- Ciekawe – mruknął.
O swoich towarzyszach podróży dowiadywał się z każdym dniem coraz więcej. Niewątpliwie, byli bardzo… Interesujący. Jednak i tak uważał ich za dobrych sojuszników… Przynajmniej nie kłamali. Prawie. Czasami po prostu nie mówili wszystkiego. Albo coś omijali…
Zrobiło się całkiem ciemno. Dev położył się blisko ogniska i próbował zasnąć. Change zaraz po rozmowie z Shairronem również się położyła.
Teraz mógł w spokoju porozmawiać z nekromantą.
Wokół słyszał hukanie sowy. Gdzieś w lesie zakrakał kruk. Światło księżyca nadawało wszystkiemu obcych barw i kształtów. Ognisko oświetlało twarze jego towarzyszy. Płomienie podkreślały każdą zmarszczkę, bliznę. Krwawe światło padało na twarze, które będą się śmiać z morderstw, dłonie, które będą zabijać… Wydawali mu się tacy…
- Dzicy – podpowiedział głos w głowie – Oni już tacy się stali… Barbarzyńcy, krew, flaki, hahaha…
- Zamknij się – krzyknął w myślach chłopiec.
- Mam się zamknąć dlatego, że mam rację?
- Czy to, że rozmawiam z samym sobą nie jest objawem szaleństwa? -zapytał Shairron nagle.
- No… - odpowiedział głos.
Do jego uszu dobiegł miarowy oddech Change i chrapanie Deva. Spali.
Ruszył w kierunku ciemnej postaci przy jednym z drzew. Poczuł zimno, więc podniósł gruby koc i otulił się nim. Noc, teraz upiornie przystrojona czerwienią przerażało go, ale jednak zrobił kilka kroków na przód. Stanął na ostry kamień.
Wtedy przypomniał sobie, że gdy się kładł, ściągnął buty i teraz stoi boso.
Ciepła krew ciekła z rany. Skrzywił się, ale zrobił kilka kolejnych kroków.
Chmury znów przysłoniły księżyc. Shairron niepewnie wyciągnął rękę przed siebie. Wyczuł wilgotną, porośniętą mchem korę. Zrobił kolejny krok. Jego oczy przyzwyczaiły się do mroku. Z czerni zaczęły wyłaniać się plamy szarości, brązu i granatu.
Ruszył w kierunku wyraźnego już drzewa. W końcu był na tyle blisko, by dostrzec ciemny zarys postaci siedzącym na trawie.
- Spadaj – usłyszał stanowcze warknięcie.
- Ja chciałem tylko…
- Mogę powiedzieć to dosadniej, jeśli zależy ci na tym. Ale ponieważ sens pozostanie taki sam, tylko słowa bardziej wulgarne, nie chce mi się – przerwał ostro.
- Twój koń mógł mnie zabić, chce wiedzieć chociażby dlaczego – syknął Shairron, starając się, by jego głos stał się pewniejszy.
- Oh, ciekawość to pierwszy stopień do piekła – zielone oczy błysnęły w ciemności – A jeśli chcesz tam iść, to musisz być naprawdę szalony… Hmmm, albo potężny.
- Więc pomożesz mi? – zapytał chłopiec z lekką irytacją.
- Nie. – odpowiedział spokojnie.
- Więc nie mam prawa dowiedzieć się, co chciało mnie zabić?! – krzyknął wściekły.
- Hm… Nie. A ja ponawiam swoją propozycję – spadaj. Nudzisz mnie.
Shairron skrzywił się. Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zrezygnował. Odwrócił się pomału i odszedł dumnie w kierunku ogniska.
Nekromanta postukał szponem korę drzewa.
- Trzeba go będzie nauczyć – mruknął cicho.
Za szybko, za szybko. Niby fajnie nową notkę poczytać, ale jednak psuje to efekt... no... oczekiwania :P:P:P:P
OdpowiedzUsuńNo niby też się zgadzam z komentem Shinin, ale z drugiej strony nie chciałabym czekać na kolejny post. np. tydzien :P
OdpowiedzUsuńNie widzę zbytnich błędów, ale z pisania zbyt dobry nie jestem, więc... :D
OdpowiedzUsuń